wtorek, 14 stycznia 2014

Rozdział 2

     Wpatrywał się w sufit dobre kilkanaście minut tracąc nadzieję w to, że sen w końcu łaskawie do niego przyjdzie. Miał za sobą kolejną nieprzespaną noc, a w głowie tak wiele myśli, że nie mógł się na niczym skupić. Uznając, że nie ma sensu dłużej leżeć usiadł na skraju łóżka, przetarł zaspane oczy i ziewnął przeciągle. Spojrzał na budzik, a gdy ten pokazywał 5:34 jęknął cicho. Wolnymi krokami udał się do łazienki próbując nie obudzić pogrążonej w głębokim śnie, uśmiechniętej lekko Emilii.
Wziął zimny prysznic, który ocucił go nieco oraz wykonał rutynowe czynności. Upił kilka łyków mocnej, czarnej kawy, przekręcił delikatnie zamek w drzwiach, po czym udał się na poranny jogging
     Na mieście panowały pustki, nawet przebiegając przez Krupówki Grzegorz zauważył zaledwie kilka twarzy, na dodatek zupełnie mu obcych. Słońce przebijało się między chmurami rzucając pojedyńcze promienie na miasto, które tego poranka wyglądało szczególnie magicznie. Grzegorz uwielbiał Zakopane, kochał klimat tego miasta. Nie przeszkadzała mu nawet nagonka turystów pojawiająca się na wszędzie niezależnie od pory roku. Przyzwyczaił się do tego, a rozdawanie autografów czy robienie zdjęć z kibicami było dla niego czystą przyjemnością.
     Postanowił pójść pod Wielką Krokiew. To miejsce działało na niego niezwykle kojąco, zawsze kiedy miał jakiś problem przychodził pod skocznie i wydawało się jakby po tej wizycie wszystko stawało się do przejścia...
      Po kilku minutach doszedł do celu i zaczął upajać się widokiem Krokwii, na której zaledwie tydzień temu miał miejsce Puchar Świata. Począł myśleć o wszystkim, co się wydarzyło. To wszystko go przerastało. Podniósł głowę do góry, zrobił kilka głębokich wdechów i wydechów, które wytworzyły niewielką parę i zamknął oczy.
 Odkąd po raz pierwszy od kilku miesięcy spotkał Bartłomieja, w jego głowie kłębiło się tysiąc myśli. Układał różne scenariusze tego, jak to wszystko mogło się ułożyć gdyby mu pomógł, gdyby go tak po prostu nie zostawił...
      Nikt tak naprawdę nie znał Kłuska tak dobrze, jak Grzesiek. Przyjaźnili się od małego, razem trenowali, razem chodzili do szkoły, wygłupiali się, podrywali dziewczyny, imprezowali, pomagali sobie nawzajem... do czasu. Grzesiek gorzko przełknął ślinę. Bartkowi nie szło na zawodach, trener przestał zabierać go na konkursy, tracił chęci do skakania, a  wściekłość i krzywdzące słowa ojca na pewno nie były dla niego dobrą motywacją. "Jesteś zerem, rozumiesz? Nie nadajesz się do niczego!" mówił kochany tatuś, a samoocena chłopaka coraz bardziej spadała w dół. W końcu nie wytrzymał, wybuchnął, wyrzucił z siebie wszystkie trzymane w sobie od miesięcy żale, a w domu rozpętało się prawdziwe piekło. Zaczęli się z ojcem szamotać i o mało nie doszło by do prawdziwego nieszczęścia, gdyby nie matka, która  lamentując próbowała zakończyć całą tą kłótnie.Co z tego, skoro Kłusek spakował się, wziął walizki i nie zważając na błagalny wyraz twarzy matki i histeryczne łzy wyprowadził raz na zawsze, zaczynając pewien "nowy etap" w swoim życiu.
Wpierw zamieszkiwał u znajomego, już tam zaczęły się problemy, później wynajął własne mieszkanie.. Zaczął przesiadywać w pubach, wpadł w złe towarzystwo, nie trzeba było wiele żeby zacząć...
A Grzegorz? Grzegorz był na niego wściekły za wszystko, przestał ingerować w to co robi po tym, jak Bartek rzucił się na niego mówiąc, że go kontroluje i próbuje zabrać to, bez czego nie umie żyć...


*
     Siedział w dużym, nowoczesnym salonie na skórzanym fotelu. W pomieszczeniu słychać było grające radio, w którym rozbrzmiewały same najnowsze kawałki. Leniwie przeciągnął się na siedzeniu kładąc nogi na ławę. W jego dłoniach znajdował się kubek gorącej kawy, którą powoli sącząc przeglądał zawartość facebooka. Uśmiechał się pod nosem na widok tysięcy polubień i kilkuset pozytywnych komentarzy na temat jego ostatniego występu, które od dobrej godziny czytał dumny jak paw. "Dobra robota Maciek, gratulacje :-)", "Jesteś najlepszy!". Uśmiech mu się poszerzył, serce zabiło, no, mruknął pod nosem, wreszcie mnie docenili!
Można było powiedzieć, że Maciej Kot w końcu wypełnił pewien cel, nad którym tak długo pracował. Przez wygórowane ambicje chłopaka ciężko mu było zabłysnąć w konkursie Pucharu Świata, a jednak wreszcie się udało!
Ugryzł kilka kawałków crossainta rozkoszując się każdym kęsem, po czym począł czytać dalsze komentarze pijąc poranną kawę.Błogość i wewnętrzny spokój zakłócił mu nagle niejaki Marcin i komentarz "a to ci dopiero.. ;>", pod którym znajdował się podejrzany link. Otworzył stronę na nowej karcie, a jego oczom  ukazał się jeden ze znienawidzonych portali plotkarskich i dwuznaczny nagłówek. "CO TAK NAPRAWDĘ DZIEJE SIĘ W POLSKICH SKOKACH?" napisany krwistoczerwonymi literami rzucającymi się w oczy. Maciej poniżej rozpoznał kilka znajomych twarzy kolegów, pośród których kłębiły się znaki zapytania i niezwykle interesujące opisy. Kot zadławił się pitym przed momentem płynem, począł krztusić się, kasłać, a podczas próby szukania telefonu komórkowego wylał całą zawartość kubka na klawiaturę nowiusieńkiego laptopa. Klął w duchu autora tego nędznego artykuliku, choć tak naprawdę bał się jak dziecko. Nerwowo wybierał numer do swojego przyjaciela, a gdy już usłyszał dobrze znany mu głos zdołał wyrzucić z siebie jedyne: "Cholera, Grzesiek, nie uwierzysz".

*
 
     Do zaciemnionego pomieszczenia przez niezasuniętą do końca roletę wpadały pojedyńcze smugi światła. Począł budzić się czując jak promienie słoneczne coraz bardziej rażą go w oczy. Skrzywił się, złapał za pierwszego lepszego jaśka i cisnął nim w okno, najprawdopodobniej mając na celu zablokować dopływ światła do sypialni. Przecież nic nie miało prawa go budzić! To czego najbardziej teraz potrzebował, a jak przynajmniej się zdawało, to sen, którego dzisiejszej nocy bardzo mu brakowało. Z resztą jak zwykle, gdy wracając nad ranem po imprezie kładł się do łózka wycieńczony i spał do południa, by potem zająć się innymi niezwykle ciekawymi zajęciami. Taki tryb życia od kilku miesięcy prowadził Bartłomiej Kłusek i wydawać się mogło, że pasowało mu to jak najbardziej. Kolegów zbytnio nie miał, tylko tych zaufanych, którzy byli konkretni, zdecydowani i nie "srali" po pierwszym razie, jak to zwykł mówić Bartek. Bo przecież takich nie potrzebowali. 
     Usłyszał dzwonek do drzwi. Przewrócił się na drugi bok mając na dzieję, że niezapowiedziany gość sobie pójdzie, ale wydawało się, że tak łatwo nie ustąpi. Ktoś dobijał się straszliwie, działając coraz to bardziej na nerwy Kłuska, który w końcu wstał, idąc wolno w kierunku drzwi i przeklinał osobę, która zakłóciła mu spokój. 

Miętus.
Krzysztof Miętus stał przed nim, poważny, lekko niepewny oglądając się w okół czy może nikt nie zauważył... 
     -Kurwa, Titus, mogłeś zadzwonić wczoraj, że przyjdziesz, nie mam teraz ani czasu ani ochoty czasu na żadne durne pogaduszki- wysyczał przez zęby brunet, na co starszy kolega spiorunował go wzrokiem. 
     -Właśnie widzę- powiedział z irytacją w głosie rzucając na niego szybkie spojrzenie. Wszedł do mieszkania i zamknął za sobą z hukiem drzwi- słuchaj, nie mam dobrych wieści.
Bartek nagle pobladł, źrenice mu się poszerzyły, a usta rozwarły lekko jakby właśnie co usłyszał wiadomość o zbliżającej się apokalipsie. 
     -  Od dzisiaj radź sobie sam. Kończę z tym gównem. Wychodzę z tego, słyszysz? Wczoraj złapali Młodego przy Morskim, jak sprzedawał kokę.. a wiesz komu?- zapytał wyczekując na odpowiedź- Nie? No to cię oświecę- Biegunowi! Ty wiesz co będzie jak o wszystkim się media dowiedzą? Wybuchnie afera, o dalszej karierze skoczka będę sobie mógł pomarzyć i wszyscy pójdziemy siedzieć! Nie po to haruję tyle na rodzinę żeby teraz przez waszą głupotę wszystko przekreślić! Czy ty głowę postradałeś od tego wszystkiego? Wiem, że to twoja sprawka!- wykrzykiwał coraz głośniej gestykulując. 
Kłusek szarpnął nim gwałtownie przyciskając go do ściany.
      - Po pierwsze, jesteś w moim domu, więc zachowuj się jak przystało na gościa, rozumiesz?- patrzył lodowatym wzrokiem prosto w lekko oszołomione oczy Miętusa, przepełniając wszystkie słowa jadem i nienawiścią. Oczy bruneta były ciemne, pozbawione jakichkolwiek uczuć. Zapach jego drogich perfum zmieszany był z wypitą przed kilku godzin sporą porcją alkoholu. Stali tak blisko siebie, że Krzysiek czuł oddech kolegi na swojej twarzy- Po drugie, nie obchodzi mnie ani twoja pieprzona rodzina, ani żadna kariera skoczka. Myślisz, że co, działam z myślą o tobie? A z czego ja mam żyć, pomyślałeś sobie? Jestem zdany sam na siebie i w dodatku od kilku dni na ciągłym głodzie, bo w kółko zawalasz robotę!- pchnął go jeszcze gwałtowniej, odszedł kilka kroków, odwrócił się i potarł twarz rękoma, próbując się uspokoić.- Ja już tego do cholery nie wytrzymuję. Skoro chciało ci się dorabiać handlując to może łaskawie wziąłbyś się wreszcie do roboty?
     Miętus rozmasował miażdżone kilkanaście sekund wcześniej ramię i westchnął głęboko machając przecząco głową.
     -Mówiłem ci, nic z tego. Nie chcę ich więcej narażać, szczególnie Grześka. On.. on i tak już wystarczająco się nacierpiał. Teraz mu się układa, nie chcę mu przez przypadek tego wszystkiego zawalić.- był pewny tego co mówi i pragnął raz na zawsze z tym skończyć.- Stary, czy ty zdajesz sobie z tego co to by było, gdyby on się o tym wszystkim dowiedział? Że z tobą gadam? A przede wszystkim że ci to wszystko załatwiam?! I tak zdecydowanie za długo w tym wszystkim brnąłem. To tak naprawdę ja to wszystko zacząłem. Sorry, Kusy, mam już tego dosyć.
     -Nieźle to sobie wymyśliłeś.- zaśmiał się załośnie.- Miałem doła to przyszedłeś do mnie z towarem, bo niby "miałem się poczuć świetnie", no i tak było, do czasu. Powoli waliło mi się wszystko, zerwała ze mną dziewczyna, wydalili mnie z kadry za nieobecności, teraz praktycznie nie mam z czego żyć, bo wydałem cały hajs, a ty tak po prostu mówisz, że odchodzisz, bo tak ci wygodniej?- podchodził do niego coraz bliżej i wykrzykiwał coraz bardziej, znów patrząc tym samym lodowatym spojrzeniem i z jadem w głosie- bo chcesz czuwać nad swoim braciszkiem? A co ty, Anioł Stróż jesteś Titus? Ja pierdole, Anioł Stróż!- Powoli wpadał w amok, co zdarzało mu się coraz częściej- Tylko czy ty zdajesz sobie sprawę z tego, że swojej przeszłości nigdy nie będziesz mógł wykreślić?
     -Zawsze możesz mnie zastąpić- przerwał mu Miętus.
     -Ah, zastąpić, tak? Wiesz co ci powiem? Nie wykręcisz się teraz z tego. To wszystko jest twoją winą. Nie daruję ci, a jeśli teraz nas tak wszystkich po prostu zostawisz to okażesz się ostatnim chujem. A teraz wyjdź z mojego mieszkania i przemyśl sobie to wszystko jeszcze raz i wróć jutro. Jeśli nie będziesz mieć dla mnie dobrych wiadomości, to jednego możesz być już pewien- będziesz mieć przesrane, a Kruczek dumny na pewno nie będzie.

 To mówiąc otworzył drzwi i teatralnie wskazał gościowi stronę wyjścia. Gdy Miętus trzasnął drzwiami, udał się do pokoju i nerwowo zaczął wyrzucać wszystko z szafek w bezcelowym poszukiwaniu zamkniętego szczelnie w woreczku utęsknionego, białego proszku...


_________________________________

No, to na początku chcę przeprosić za to, że musieliście dość długo czekać.. Wszystko się jakoś skumulowało,a przede wszystkim wypadek Morgiego.. Nie miałam siły niczego pisać, z resztą straaaasznie ciężko było mi zacząć ten rozdział, brak jakiegokolwiek pomysłu. Jak widać, w końcu coś wyszło. Czy jest dobrze, czy nie, ocenę pozostawiam wam. Czekam na opinie. :)
cóż ja zrobiłam z tymi naszymi skoczkami :( :P


7 komentarzy:

  1. No właśnie. Co ty zrobiłaś z tymi naszymi skoczkami? Przecież Krzyśki to uosobienie dobroci, buzie jak anioły, a tu przedstawiciele narkotykowego półświatka. Ale podoba mi się to! W końcu coś oryginalnego ;P Nie mogę doczekać się dalszych losów.
    Tylko mam nadzieję, że moja wyobraźnia nie będzie płatać mi figli i nie zacznę utożsamiać chłopaków z nadanymi im przez ciebie cechami. :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Cholera, skoczkowie narkomani, tego jeszcze nie grali! Podoba mi się, nawet bardzo, że aż to niepoprawne, bo powinnam cię skarcić za to, co robisz z tymi naszymi chłopaczynami! :D I to z Krzyśkiem jednym i drugim oraz Kusym. No nic, warto było czekać, bo się robi ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo to ciekawie wygląda Martynka! Dość nietypowy obraz naszych skoczków, ale jakoś mi to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. Czekam na kolejny rozdział ;** /Aneta

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawie się zapowiada. rozdział jest genialny i już nie mogę doczekać się następnego :P pozdrawiam i życzę weny ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Twoję opowiadanie jest zupełnie inne. Taki inny obraz tych skoczków jest. Narkotykii... już się nie mogę doczekać kolejnego rozdziału

    OdpowiedzUsuń
  6. Przepraszam za nieobecność, po prostu miałam urwanie głowy w tygodniu szkolnym...
    I wiesz co? Troszkę w pierwszej części nawet mi się szkoda Bartka zrobiło, bo stracenia wsparcia u ojca dla faceta to jedna z najgorszych rzeczy, jaką mógł doświadczyć, szkoda tylko, że się stoczył. Grześkowi ja się nie dziwię, każdy by chciał "ogarnąć" przyjaciela... I mam takie pytanie CZZEMU MACIEK SIĘ TAK ZDENERWOWAŁ WIDZĄC TEN ARTYKUŁ?? Czyżby miał z tym coś wspólnego?
    Krzysie w rzeczywistości takie aniołki a tu diabły wcielone, kto by pomyślał, że jeden dilerką się zajmuje a drugi kupuje xD, ale co, w każdym razie wprowadzasz element zaskoczenia, punkt dla ciebie. Miętus chce się wycofać... ja mu się nie dziwię... ale Kusy jest mega zdesperowany, boję się co on może zrobić, serio byłby w stanie podkablować trenerowi??
    Nie każ nam tak długo czekać!! :D

    OdpowiedzUsuń
  7. OOOO aż mnie zatkało i nie wiem, co napisać. Nie spodziewałam się, że pół naszej druzyny będzie w narkotyki zamieszane
    A Kusek i jego jciec, no coś strasznego.
    I dumny jak paw Kot, on taki będzie, gdy wreszcie wygra, ja to wiem :p
    [mixofstories]

    OdpowiedzUsuń